Czytelniczka: - To nonsens!

  • 28.07.2017, 15:57
  • Lidia Wyzga
Czytelniczka: - To nonsens! fot. L. Wyzga
Człowiek kontra urzędnicza skrupulatność - tak jednym zdaniem można by opisać sytuację, która spotkała mieszkankę gminy Kolbuszowa. 60-letnia emerytka zgłosiła się do urzędu miejskiego, żeby wyrobić nowy dowód osobisty. Niestety, została odprawiona z kwitkiem. Dlaczego?

Zdaniem kobiety zawiniła zła interpretacja przepisów ustawy przez urzędniczkę i brak ludzkiej wyrozumiałości. Według tłumaczeń, które usłyszała od pracownicy magistratu, o nowy dokument wystąpiła za wcześnie. - Można powiedzieć, że to jest taki nonsens życiowy. Że jakiś urzędnik chce pokazać, że on weźmie człowieka za mordę. A wystarczyłoby trochę ludzkiego podejścia - mówiła kobieta, która skontaktowała się z naszą redakcją.

Za wcześnie
Wszystko zaczęło się 13 czerwca, kiedy to 60-latka udała się do urzędu miejskiego, aby złożyć wniosek o wyrobienie nowego dowodu osobistego. Termin ważności dokumentu, którym się posługiwała, mijał 23 lipca. - Pani w urzędzie w Kolbuszowej mnie nie przyjęła, ponieważ powiedziała mi, że wnioski można składać w terminie nie dłuższym niż 30 dni od daty, w którym dowód kończy swoją ważność - wyjaśniła kobieta. Podczas rozmowy z urzędniczką nasza Czytelniczka zapytała też o możliwość wymiany dowodu przez jej męża. Termin ważności jego dokumentu osobistego mijał końcem sierpnia. - Tłumaczyłam pani, że mąż początkiem lipca przyjeżdża z Norwegii na wakacje i wyjeżdża 6 sierpnia. Jeżeli w pierwszym tygodniu pobytu złożyłby wniosek o nowy dowód, to pewnie udałoby mu się go odebrać jeszcze przed wyjazdem, a wiadomo, że taki dokument jest potrzebny. Pani jednak powiedziała, że w żadnym wypadku, że może złożyć dokumenty dopiero po 30 lipca. Ale skoro mąż odlatuje 6 sierpnia, a złoży wniosek 30 lipca, to siłą rzeczy dowodu mu nie wydadzą - żaliła się kobieta.

U innych się da
Odmowa przyjęcia wniosku we wcześniejszym terminie bardzo zdenerwowała naszą Czytelniczkę. Kobieta postanowiła sprawdzić, czy taka sama zasada obowiązuje też w innych urzędach. - Zadzwoniłam do urzędu w Łańcucie, do działu ewidencji ludności i do urzędu w Dzikowcu, z naszego powiatu. I w obu panie serdecznie zaprosiły mnie i powiedziały, że jutro mogę złożyć taki wniosek - wyjaśniła nasza rozmówczyni. - Ja nie chce tej kobiecie z kolbuszowskiego urzędu zaszkodzić, tylko nasuwa się takie pytanie, czy jej chce się w ogóle pracować? Przecież ja mogłam sobie pojechać i złożyć te papiery w dowolnym urzędzie gminy, bo teraz jest to możliwe. Pytanie tylko, czy to by było normalne? Czy ja, dlatego że urzędnikowi się nie chce, muszę jechać na przykład do Dzikowca czy Majdanu Królewskiego i tam składać wniosek? - pytała mieszkanka gminy Kolbuszowa.

Więcej w 30 numerze Tygodnika Korso Kolbuszowskie

Lidia Wyzga
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

petent
petent 29.07.2017, 12:58
i co da sie? da sie! urzednikow robiacych problemy tego typu powinno sie wywalac na zbity pysk! nie chcesz lub nie nadajesz sie do pracy to znajdz sobie inna a normalnym ludziom daj zyc
czytelnik
czytelnik 28.07.2017, 21:39
Typowe traktowanie petenta w urzędach kolbuszowskich. Im mniejsza dziura tym większe aspiracje i zadufanie ,delikatnie mówiąc.

Pozostałe