Kolbuszowa. Kazimierz Wróblewski: szczęśliwi czasu nie liczą, a ja jestem szczęśliwy

  • 29.10.2017, 12:42
  • Joanna Serafin
Kolbuszowa. Kazimierz Wróblewski: szczęśliwi czasu nie liczą, a ja jestem szczęśliwy J.Serafin
Setki zegarów na zaledwie kilku metrach kwadratowych - to królestwo Kazimierza Wróblewskiego, zegarmistrza z ponad 60-letnim stażem.

W niewielkim zakładzie przy Placu Wolności w Kolbuszowej może pomieścić się maksymalnie trzech czy czterech klientów. Zawsze można spróbować upchać ich więcej, ale nie ma pewności, że pod takim ciężarem stara, drewniana podłoga wytrzyma.

Takie tłumy, jak przyznaje pan Kazimierz, już od lat się nie zdarzają. Codziennie do najstarszego w mieście zakładu ktoś jednak zagląda. - Dzisiaj na przykład taki zegarek do naprawy dostałem - pokazuje. - Z Ameryki przywieziony. Bateryjki wymienione, a działać nie chciał. No to go rozebrałem, wyczyściłem, nową bateryjkę dałem i działa - prezentuje nasz rozmówca.

Pod czujnym okiem 
To jeden z setek, a raczej tysięcy zegarków, które przewinęły się przez ręce zegarmistrza. A wszystko zaczęło się w 1955 roku. Młody Kazimierz, po siódmej klasie, poszedł na praktykę do Leopolda Gorzkiewicza. Wtedy właśnie, pod czujnym okiem swojego mistrza, naprawił pierwszy zegarek. - To był budzik. FG niemieckiej produkcji - wspomina.

Naukę fachu kontynuował w Rzeszowie. Tam zrobił najpierw tytuł czeladniczy, a w 1973 roku zdał egzamin mistrzowski. Oprawiony w ramkę dyplom od ponad 40 lat wisi w jego zakładzie. - W tym miejscu działam od 35 lat. Wcześniej miałem swój zakład kilka budynków dalej - mówi.

Wskazówki i klucze
Z naprawy samych zegarków kiedyś dało się wyżyć. Teraz jest już trudniej, bo jak mówi pan Kazimierz, rynek zalały tanie, chińskie produkty. Zegarek jest też już coraz rzadziej wymienianym prezentem na komunię, więc i sprzedaje się ich dużo mniej. - Nie było wyjścia. Trzeba było działalność rozszerzyć i dorabianiem kluczy się zająć. Jakby się tylko na te zegarki patrzyło, to za dobrze bym na tym nie wyszedł - przyznaje nasz rozmówca.

Do zakładu w centrum miasta zaglądają więc i ci, których wskazówki na zegarku zatrzymały się i dalej nie chcą ruszyć, ale i ludzie z kluczami do dorobienia. - Mniej więcej przychodzi ich po tyle samo - mówi pan Kazimierz.

Do zegarka i do tańca
Czy po ponad pół wieku kolbuszowski zegarmistrz nadal lubi to, co robi? - Tak - odpowiada bez ani chwili zastanowienia 76-latek. -  Do jest dobra robota. Sporo ciekawych osób można poznać. Zdarzają się też i ci mniej przyjemni. Tacy, co im nigdy nie dogodzi, choćby człowiek na głowie stawał. Życie - mówi pan Kazimierz. - Jak widzę, że ktoś jest upierdliwy, to się nie odzywam. Jak wyczuję, że z kimś da się porozmawiać, to i pożartujemy - dodaje z uśmiechem.

Poczucia humoru naszemu rozmówcy nie można odmówić. Ona sam, jak przyznaje, ma drugie oblicze. - Tutaj to siedzę w ciszy. Liczy się precyzja. Spokój. Skupienie. Ale jakby grali, tańcowali czy śpiewali, to ja tam jestem. Tak to lubię - mówi.

Dzieci też potrafią
Swoją wiedzą doświadczony zegarmistrz podzielił się z kilkoma osobami. Dwójka z nich to jego dzieci. - Mój syn Adam ma dyplom czeladnika zegarmistrza, ale on w tym nie robi. Mówi, że go ludzie denerwują. Ale on nic nie jest gorszy ode mnie. To, co ja umiem, to mu przekazałem - zapewnia nasz rozmówca. - A córka ma dwa zakłady. Jeden w Sokołowie Małopolskim, a drugi w Leżajsku. Coś tam więc po mnie zostanie - uśmiecha się kolbuszowianin.

Mimo upływającego czasu Kazimierz Wróblewski nie zamierza zamknąć zakładu, który już wpisał się w krajobraz kolbuszowskiego rynku. - Jak będę w domu siedział, to z nudów zwariuję. Tu mi dobrze. Mam tu sporo znajomych, a i jest co robić. Do setki jeszcze 24 lata mi brakuje. Później zobaczę, co będzie - żartuje.

Joanna Serafin
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

olka
olka 2.11.2017, 08:51
to prawda tandeta zalewa nas z kazdej strony Chiny Tajwan czy inne Azjatyckie kraje i nie chodzi tylko o zegarki ale rowniez o inne artykuly ale jezeli ktos sobie ceni jakosc to zawsze wybierze zegarek zegarkiem a nie zabawke za 10zl co zepsuje sie po 3 dniach takie cos to dobre jest ale dla dziecka w przedszkolu ja np nie uznaje zegarkow alektronicznych u mnie musi miec ta zskazowke minutnik sekundnik to jest prawdziwy czsomierz pan zegarmisztrz super oby jak najdluzej sie spelnial w swojej pasji
Osinscy
Osinscy 29.10.2017, 15:45
Dziekujemy Panu Kazimierzowi Wroblewskiemu za kazdy naprawiony zegarek.

Stąpor-Osinski

Pozostałe