Anna Marek choć ma już 87 lat to młodzieńczego wigoru mógłby jej pozazdrościć niejeden nastolatek

  • 19.11.2017, 15:57
  • Karolina Ziółkowska
Anna Marek choć ma już 87 lat to młodzieńczego wigoru mógłby jej pozazdrościć niejeden nastolatek K. Ziółkowska
Przez wiele lat uczyła młodzież. Dziś wraz z seniorami przemierza świat i zdobywa serca widzów, występując na scenie.

Kiedy prosimy panią Annę, by powiedziała kilka słów o sobie, to od razu wspomina, że w życiu bardzo ważna była dla niej praca nauczyciela, którą traktowała jako swoje powołanie. - Ja urodziłam się nauczycielką od razu – mówi z uśmiechem. - Barszo lubiłam pracę z młodzieżą. Naprawdę to była moja pasja. Nawet jako małe dziecko, jak się bawiłam, czy sama czy z koleżankami, to zawsze w nauczycielkę. Tak, jak ksiądz jest z powołania, tak i ja poszłam z powołania do tego zawodu. I wszystko dawałam z siebie – dodaje pani Anna.

W 1951 roku zaczęła pracę jako nauczyciel kwalifikowany w Wilczej Woli. - To była moja pierwsza posada. Ciężkie były wtedy czasy, budynek drewniany, ale młodzież garnęła się do nauki. I ja oprócz tego, że w szkole uczyłam, to przychodziłam po południu i czytałam im książki. A "Zemstę" to nawet z nimi wystawiłam – wspomina nasza rozmówczyni. I choć warunków do wielkiej sztuki wówczas nie było, to prowizoryczna scena zrobiona z ławek i desek z wozu wystarczyła, by spełnić marzenia niejednego młodego aktora.  

 

 

Czas na studia
W 1954 roku z Wilczej Woli została przeniesiona do Domatkowa. Tam, po wizytacji inspektora zaproponowano jej, by zrobiła studium nauczycielskie. I choć najbardziej fascynowała ją matematyka, to zdecydowała, że w szkole uczyć będzie ojczystego języka. - Trochę się bałam, że może nie zdam egzaminu wstępnego, ale dowiedziałam się, że w Rzeszowie zorganizowali kurs przygotowawczy z języka polskiego. Tak sobie myślę, pójdę na ten kurs, przypomnę sobie materiał i egzamin zdam – opowiada pani Anna.

Na studium nauczycielskim się jednak nie skończyło, bo w latach 70. pani Anna ukończyła jeszcze studia wyższe. - Jak ukończyłam te studia, to później tak się złożyło, że potrzeba było gminnego dyrektora szkół w Dzikowcu. A wtedy nas w powiecie ze studiami wyższymi było może pięć, może sześć osób. A tutaj wymagali, żeby tym gminnym dyrektorem był ktoś z wyższym wykształceniem. Więc inspektor mnie wezwał do siebie i zaproponował mi to stanowisko – wspomina Anna Marek. 
 
Klub seniora? Tak!
Jak opowiada dalej pani Anna, choć ta propozycja wymagała przeprowadzki, to jednak okazała się dla niej wielką szansą. - Widziałam dla siebie perspektywę w Dzikowcu. Z tej racji, że moja mama stąd pochodziła i ja także się tu wychowałam. Tu skończyłam szkołę podstawową. Miałam wrażenie, że wracam do Dzikowca jak w swoje rodzinne strony. I tutaj właśnie 1 września 1974 roku przyszłam na gminnego dyrektora szkół i byłam nim aż do 1985 roku. Miałam i lata życia, i lata pracy, więc przysługiwała mi już emerytura – mówi nasza rozmówczyni. Co było dalej? W 1986 roku pani Anna wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Tam spędziła rok. Po powrocie jeszcze kilka lat uczyła języka polskiego, ale później, jak sama mówi, nastąpiła luka w jej życiu. - Nie miałam co ze sobą zrobić – śmieje się pani Anna. Aż do 2008 roku, kiedy zrodził się pomysł, by zorganizować Klub Seniora w Dzikowcu. - Zapytano mnie, czy bym się tego podjęła. Bardzo się ucieszyłam. Na wakacjach zorganizowaliśmy zapisy. Miałam ponad 50 osób. No i tak z miejsca ruszyłam do pracy – mówi prezes klubu.

Więcej w 46 numerze Tygodnika Korso Kolbuszowskie

 

 

Karolina Ziółkowska
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe