Autostopem z welonem po Mongolii

  • 11.12.2016, 00:43
  • Lidia Grabiec
Autostopem z welonem po Mongolii Archiwum Kasi i Dawida Rosołów
Podróż poślubna w stylu all-inclusive to nie dla nich. Kasia i Dawid Rosołowie postanowili spędzić swój miodowy miesiąc w ekstremalnych warunkach. Przez trzy tygodnie, zdani na siebie i przychylność tubylców, w deszczu, słońcu, a nawet burzy piaskowej przemierzali kraj, o którym marzyli od dziecka – Mongolię.

Tak naprawdę Mongolia była pragnieniem Kasi. – Gdy byłam małym dzieckiem, zobaczyłam w telewizji, na kanale National Geographic, film dokumentalny o Mongolii. Pomyślałam sobie wtedy, że fajnie byłoby tam kiedyś pojechać w podróż poślubną. Na szczęście znalazłam kogoś, kto na to przystał – wyjaśniła z uśmiechem kobieta. Dokładnie 16 sierpnia, czyli dwa dni po ślubie i weselu, młodzi małżonkowie, z wypchanymi plecakami, stawili się na lotnisku w Warszawie. Podróż do Ułan Bator, czyli stolicy Mongolii, zajęła im kilkanaście godzin. – Podróżowaliśmy przez Moskwę, gdyż to było najsensowniejsze i najtańsze połączenie. Musieliśmy przelecieć przez osiem stref czasowych, czyli podróż zajęła nam osiem godzin dłużej. Wylecieliśmy w środę w południe, a na miejscu byliśmy w czwartek rano – oznajmił Dawid.

Czerwony bohater
Ułan Bator przywitał małżonków lotniskiem imienia Czyngis-chana. – Obecnie w Mongolii generalnie wszystko jest imieniem Czyngis-chana. Gdybym powiedział, że to jest ich główny bohater, powiedziałbym za mało. To jest niemalże ich bóg – wyznał Dawid. Pomimo zmęczenia kilkugodzinnym lotem podróżnicy nie zamierzali marnować ani chwili. Musieli jednak wydostać się z lotniska, co na szczęście przyszło zadziwiająco łatwo. – Wiedzieliśmy, że z lotniska odjeżdżają głównie taksówki, więc będzie problem ze złapaniem stopa. Pomyśleliśmy, że pójdziemy na główną drogę. W trakcie marszu zatrzymał się koło nas bardzo luksusowy samochód, którego kierowca płynnym angielskim zapytał się, czy nie podwieźć nas do centrum. Pewnie zauważył nasze podejrzliwe spojrzenia, bo po chwili dodał, że za darmo. Zgodziliśmy się. Okazało się, że był on pracownikiem jakiegoś hotelu i już na wstępie opowiedział nam kilka ciekawych rzeczy o Mongolii. Wtedy byliśmy już pewni, że to będzie świetna podróż – powiedziała Kasia.

Więcej w 48 numerze Tygodnika Korso Kolbuszowskie

Lidia Grabiec
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe