- Nie mogę spaść, więc walczę o awans - rozmowa z Mateuszem Mytychem

  • 17.02.2019, 20:00
  • Marcin Jastrzębski

Podziel się:

Oceń:

- Nie mogę spaść, więc walczę o awans - rozmowa z Mateuszem Mytychem Fot. Marcin Jastrzębski Trener Mateusz Mytych ma szansę trzeci raz awansować z Werynianką Werynia do A klasy.
- Kiedyś było łatwiej znaleźć zawodników, ale ja nie narzekam, bo od dłuższego czasu mam kim grać – mówi Mateusz Mytych, prezes, trener, a jak trzeba... bramkarz Werynianki Werynia. Popularny "Mietek" pierwszy raz Weryniankę obejmował w 2010 roku. Sezon 2017/18 zakończyliście na trzecim miejscu, od końca. Teraz na półmetku rozgrywek jesteście tuż za plecami kolbuszowskich liderów.

Skąd ta poprawa?

- Tak naprawdę niewiele się u nas zmieniło, porównując oba sezony. Na pewno efekt przyniosła praca, jaką wykonuję z chłopakami od paru lat. To niskie miejsce na koniec poprzedniego sezonu było swego rodzaju niemiłą niespodzianką. Uważam, że zasługujemy na walkę o miejsce w pierwszej czwórce i to, co ugraliśmy w pierwszej rundzie, jest adekwatne do naszego potencjału.

 

O co Werynianka walczy w tym sezonie?

- Z tej ligi nie mogę spaść, więc walczę o awans. Z drugiej strony, jak na koniec zajmiemy trzecie czy czwarte miejsce, to też będę zadowolony. Jakby udało nam się wywalczyć miejsce w A klasie, to byłoby coś. Musielibyśmy jednak szukać pewnych wzmocnić, żeby od razu nie wrócić do B klasy. Różnica poziomów jest dość znaczna. Jako trener Weryni przekonywałem się o tym dwa razy. Wchodziliśmy do wyższej ligi i za chwilę z niej spadaliśmy. Nie wzmacnialiśmy kadry, grało się swoimi ludźmi. Teraz znów awans jest realny. W dużej mierze jest on uzależniony od tego, jak zaczniemy rundę rewanżową. Jak w pierwszych trzech kolejkach zgarniemy komplet punktów, to perspektywa awansu stanie się bardzo realna.

 

Zrobiliście postępy?

- Zdecydowanie i to widać na kilku płaszczyznach. Po pierwsze po prostu lepiej gramy w piłkę i przez to zdobyliśmy dużo punktów. Cieszy mnie również to, że poprawiła się frekwencja na trybunach. Kiedyś na nasze mecze chodziła garstka osób, a teraz nasz mecz to jest jednak spore wydarzenie. Wiadomo, że jak są dobre wyniki, to jest dobra atmosfera, wszystkim chce się trenować, walczyć, starać.

 

 Większość stawia na pewny awans rezerw Sokoła Kolbuszowa Dolna. Ty też?

- W przypadku tego klubu wszystko zależy tylko i wyłącznie od ich chęci. Sokół ma taki potencjał, że ten awans nie powinien być jakimś problemem. Rezerwy czwartoligowca to faworyt, a o drugie miejsce bije się kilka drużyn.

 

Pierwszy raz w Weryni pracowałeś 9 lat temu. Trochę się od tamtego czasu zmieniło.

- Kiedyś wszystkie kluby miały łatwiej o zawodników. Prawie co roku spora liczba młodych chłopaków z Kolbuszowianki kończyła wiek juniora. To prawda, że kiedyś było łatwiej znaleźć zawodników, ale ja nie narzekam, bo od dłuższego czasu mam kim grać. Jesienią nie pamiętam meczu, w którym miałbym mniej niż 16 zawodników do gry.

 

Nie chciałbyś utworzyć grupy młodzieżowej?

- Może i bym chciał, ale w Weryni to nierealne. Młodzi chłopcy, którzy chcą się rozwijać, mają bardzo blisko do Kolbuszowej. U nas trudno byłoby zebrać w jednym czy w dwóch rocznikach np. "szesnastkę" chłopaków, która mogłaby stworzyć zespół.

 

Wracamy do B klasy. To słabsza liga niż kilka lat temu?

- Według mnie jest mocniejsza. Przede wszystkim zmienił się styl gry wszystkich zespołów. Dawniej wszystko opierało się na długim wykopach piłki do przodu, teraz prawie każdy zespół rozgrywa piłkę od tyłu. Rywalizujemy w coraz lepszych warunkach, poprawiła się infrastruktura wokół boisk. Teraz wszyscy mają porządną szatnię. Poziom i prestiż ligi podniosła np. Raniżovia. Ja jednak zawsze powtarzam, że trudniej jest się utrzymać, niż awansować. Nawet teraz, jak walczymy razem m.in. z Kolbuszowianką.

 

Co było waszą siłą w rundzie jesiennej?

- Stabilny skład. Mając mniej więcej tych samych zawodników, potrafiliśmy wygrać bodajże 7 meczów z rzędu. Czułem, że jak unormujemy skład, to będzie dobrze. Ważna była stabilizacja w linii obrony. W linii obronnej zaliczyliśmy 8 meczów w tym samym zestawieniu personalnym. Bardzo dobrą rundę ma za sobą nasz bramkarz – Grzegorz Gancarczyk. Nie zapominam o ofensywnych zawodnikach. Naszą grę ciągnął Szymon Majewski, pochwalę człowieka od "czarnej roboty" Stefana Batorego. Najwięcej goli zdobył doświadczony Bodzio Wilk (7 trafień). Ważne było to, że nie mieliśmy kontuzji.

 

Latem doszło dwóch zawodników.

- Wzmocnił nas Bartek Michalczyk. To chłopak z Mielca, który ostatnio kopał w Błękitnych Siedlanka. Dołączył również Karol Tylutki. Miał długą przerwę, a kiedyś występował w juniorach Stali Rzeszów. Reszta to sami swoi, czyli to, co jest naszą siłą.

 

Teraz szukasz wzmocnień?

- Mam na myśli dwóch bardzo dobrych zawodników: pomocnika i napastnika. Specjalnie nie podaję teraz nazwisk, bo nie wiem, czy mi się uda ich załatwić.

 

Są zespoły, z którymi macie na wiosnę rachunki do wyrównania?

- Z pewnością mogę żałować straconych punktów z Marmurami Przyłęk czy z Błękitnymi Siedlanka. W Przyłęku musiałem zastąpić na pozycji bramkarza Grześka Gancarczyka. Siedlanka to najtrudniejszy teren w lidze. Na tak małym boisku trudno mówić o grze w piłkę. U siebie nie musimy się nikogo bać. Pokonaliśmy rezerwy Sokoła, czułem niedosyt po remisie z Kolbuszowianką.

 

Ktoś z rezerwowych może być zły, bo grał za mało?

- Jesienią potwierdziło się, że każdy zawodnik jest ważny. Punkt w Widełce uratował nam Darek Pytlak, w meczu z Sokołem bramkę na wagę trzech punktów strzelił Krzysztof Kosiorowski. Obaj rzadko wychodzili w podstawowym składzie, ale obaj pokazali, jak bardzo są ważni dla drużyny.

 

Jak idą przygotowania?

- Wchodzimy właśnie na wyższe obroty. Mamy na stadionie oświetlenie, więc można pobiegać. W najbliższy weekend zagramy pierwszy sparing. Spotkamy się z Błękitnymi Siedlanka. W planie mamy również gry kontrolne z Kolbuszowianką (24 lutego), Trześnią (3 marca), Raniżowem (9 marca), Dzikowcem (17 marca) i Widełką (24 lub 31 marca).

Marcin Jastrzębski

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korsokolbuszowskie.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe