Wojciech Machowski: Długo nie mogłem tej nocy zasnąć

  • 25.12.2019, 15:00
  • Rozmawiała Anna Pocałuń

Podziel się:

Oceń:

Wojciech Machowski: Długo nie mogłem tej nocy zasnąć Fot. Archiwum Wojciech Machowski ma 33 lata. Na dyspozytorni pracuje od 6 lat, a ratownikiem medycznym jest od 11 lat. W Kolbuszowej pracuje jako ratownik w zespołach wyjazdowych. Natomiast w Mielcu i Krakowie jako dyspozytor.
Ratownik medyczny z Kolbuszowej był w Krakowie kiedy piorun uderzył w Giewont. Za udział w sierpniowej akcji niesienia pomocy osobom porażonym, w poniedziałek 16 grudnia, otrzymał honorowe odznaczenie od Ministra Zdrowia.

Kiedy piorun uderzył w Giewont, miałeś wtedy dyżur w dyspozytorni pogotowia w Krakowie. Wiemy, jak to zdarzenie relacjonowały ogólnopolskie media. A jak to wyglądało z twojej strony?

- Na początku nie wiedzieliśmy, że było uderzenie pioruna. Dostaliśmy informację, że spadło dziecko z Giewontu. Po chwili dotarły informacje mówiące o tym, że w Tatrach uderzył piorun i że jest tam bardzo dużo osób poszkodowanych. 

Wtedy zostałem wyłączony z całego grona dyspozytorskiego jako jeden z kilku do obsługi tylko i wyłącznie tego zdarzenia. Zajmowałem się transportem poszkodowanych, zbieraniem informacji odnośnie obrażeń, jakie odnieśli i wysyłaniem karetek do odpowiednich szpitali. Do mnie należało również poinformowanie szpitali, że tacy pacjenci będą do nich trafiać. 

Jak wspominasz 22 sierpnia? Jakie emocje ci wtedy towarzyszyły? Rozumiem, że wtedy wszystko się bardzo szybko dzieje i nie ma czasu na zbędne myślenie. 

- O samym zdarzeniu informacje dostaliśmy około godziny 14, a pracę kończyłem o 19:30, kiedy wszystko jeszcze się działo. Co do emocji, to stres ogromny i duże wyzwanie. To było moje pierwsze zdarzenie z taką liczbą osób. 

Wiele się wtedy nauczyłem, bo współpracowałem z ludźmi, którzy na swoim koncie mieli już kilka takich akcji. Wiedziałem, że jestem odpowiedzialny za konkretne rzeczy i starałem się wykonać to jak najlepiej. 

Była też i presja czasu. Zespół ratowniczy podejmował pacjenta i musiał od razu wiedzieć, do którego szpitala ma się kierować. Również presja tego, że była to medialnie duża sprawa i że będziemy z tego rozliczani. Dlatego musieliśmy się starać, żeby zrobić to jak najlepiej, w końcu chodziło o ludzkie życie. 

Wychodząc z pracy, myślałeś o tym jeszcze, o ludzkiej tragedii? Czy zamykając drzwi, po prostu się odciąłeś?

- Dwa dni po tym zdarzeniu jeszcze to rozpamiętywałem. Kiedy wracałem do domu, byłem bardzo poruszony, długo nie mogłem tej nocy zasnąć. Analizowałem i rozmyślałem, czy wszystko zrobiłem najlepiej jak mogłem, czy niczego nie zawaliłem. 

Kiedy dostałem podziękowanie SMS-owe od współpracowników za obsługę tej akcji, zrobiło mi się na prawdę miło. 

Skąd znalazłeś się w Krakowie?

- Kilka lat temu złożyłem swoje dokumenty do konkursu ofert i zostałem przyjęty. To moje miejsce pracy tak jak Kolbuszowa i Mielec.

Czym dla ciebie jest to wyróżnienie? 

-  Cieszę się z tego, że moja praca została doceniona, a wśród wyróżnionych znalazło się moje nazwisko. 

Rozmawiała Anna Pocałuń

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu korsokolbuszowskie.pl. Agencja Wydawniczo Reklamowa Korso Spółka z o.o. z siedzibą w Mielcu, ul. Biernackiego 1/4, 39-300 Mielec jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Pozostałe